Druga Ziemia (Another Earth, 2011)
A gdyby nad naszymi głowami zawisł drugi świat, taki jak nasz to…
W zalewie filmów SF bazujących na akcji czy wymyślnych efektach, niemal zawsze naszą planetę dotyka inwazja obcych. W różnej formie. Druga Ziemia (Another Earth) to film, który pokazuje, że nie zawsze musi tak być. I nie wszystko trzeba wyjaśniać do końca. A i sama opowieść nie musi skupiać się na SF.
Zatopiłem się w tym filmie z oniryczną muzyką bez opamiętania. Choć nie jest to czyste SF (a takie lubię) to ujął mnie w nim specyficzny klimat, ludzkie rozterki i ta wisząca nad głowami poświata bliźniaczej planety.
Druga Ziemia przede wszystkim jest filmem o ludziach. Nadzwyczajne zjawisko jakim jest pojawiająca się na niebie bliźniacza planeta jest tylko tłem dla dramatycznych wydarzeń. Wydarzeń, można by rzec zainicjowanych niespodziewanym pojawieniem się Ziemi-Bliźniaczki.

Coś (The Thing, 1982)
Mroźny powiew grozy.
Prequel do The Thing (Coś) Johna Carpentera już niebawem w kinach. Czy wytrzyma próbę porównań? Czy to co wydarzyło się w bazie Norwegów zanim przeniosło się do amerykańskiej stacji arktycznej przemieniając życie pracowników/mieszkańców w elektryzujący horror wygra z filmem z 1982 roku? To blisko 20 lat różnicy. Większość widzów prawdopodobnie nigdy nie widziała The Thing… (a Quentin już zmasakrował prequele… )
Tymczasem wspominków czas. The Thing w reżyserii Carpentera to było COŚ – przez wielkie C i O i Ś. Uznawany za jeden z najlepszych filmów SF. Jeden z niewielu powstałych w tym czasie SF-horrorów. Trzymający cały czas w napięciu. Zapadająca w pamięć rola Kurta Russela. Doskonała reżyseria Johna Carpentera. Fenomenalna scenografia odciętej od świata arktycznej stacji badawczej. Tak można opowiedzieć w telegraficznym skrócie.

Sunshine / W stronę słońca
Sunshine (W stronę słońca) to film science fiction taki, jakie lobię. Przeważa w nim klimat. Nie znajdziecie tutaj obcych, machania świetlnym czymś-tam lub strzelania z laserowego czegoś-tam. Nie znajdziecie tutaj wartkiej akcji i upchniętymi na siłę dialogami czy gagami w sytuacjach krytycznych. To film o ludziach i ich zmaganiach z kosmosem. To wędrówka ku gasnącej życiodajnej gwieździe i wędrówka wgłąb ludzkiej psychiki. Wręcz nostalgiczny obraz i opowieść o tym, w którym miejscu kosmosu jesteśmy. I choć film kończy się optymistycznie, niesie nadzieję dla ludzkości i rozgrzewa serca. To zanim do tego dojdzie musicie przebrnąć zarówno przez absolutne zero próżni kosmosu jak i niewyobrażalny żar promieni słonecznych.
Sunshine to film, który mogę oglądać wiele razy. I za każdym razem sprawia mi wielką przyjemność. Podobnie jak Solaris (w którym wyjątkowo polubiłem Clooneya), podobnie jak The Moon z bazą “jednego wiecznego klona”. W stronę słońca to opowieść o pionierach wypełniających misję. O ciężarze jaki ciąży im w drodze ku najbliższej gwieździe. O ludzkich słabościach, zmaganiach, błędach i ich konsekwencjach. Aż wreszcie o fascynacji natura, kosmosem, Słońcem. Kilku astronautów, specjalistów z różnych dziedzin, odpowiedzialnych za rożne aspekty misji musi pokonać nieznane, a co za tym idzie swoje leki i stawić czoła temu, co nieznane. Niepojęte. Poprzednia misja zawiodła. Czy tym razem się uda? Dlaczego tamci nie wykonali zadania? Co stanęło na przeszkodzie. Czy i u nas to się dzieje?

9 kompania / 9 рота (Rosja, 2009)
Afganistan, kraina nigdy i przez nikogo nie zdobyta. Piękna i surowa. Przyjazna i wroga zarazem.
9 kompania to współczesne wojenna kino rosyjskie. Debiut reżysera. Jedna z najdroższych produkcji rosyjskich (9 milionów dolarów!). Rozmach niespotykany w rosyjskiej kinematografii. Sam film to hołd złożony bohaterskim rosyjskim żołnierzom walczącym w Afganistanie. Film oparty na prawdziwych wydarzeniach. Tak w telegraficznym skrócie można napisać o 9 kompanii.
Obejrzałem ponownie.

Transsiberian (2008)
No nie powiem, ale to chyba jeden z lepszych trillerów, jakie w ogóle kiedykolwiek oglądałem, a na pewno jeden z wartych uwagi, który powstał w ostatnich latach. Niesamowity klimat, nieśpiesznie rozwijająca się akcja, narastające napięcie i wędrówka oraz poznawanie mrocznych zakątków umysów bohaterów dramatu. A bohaterowie, wszystkie postacie w filmie, sa doskonale zarysowane, wyraziste, mają głębie. Każda z nich ma swoją historię. Każda z nich wygląda tak, że w życiu byście nei podejjrzewali co siedzi w jej głowie. A do tego potrafią krwawić jak i przelać krew… Dlatego ten film zachwyca. Mnie. Bo ja takie kino lubie. Właśnie takie, mocne, ponure, zagmatwane, bez tryskającego wszędzie optymizmu i jednoznacznie dobrych zakończeń…
PS. Mechanik, który był w kinach jakieś 4 lata wcześniej, tez był wyśmienitym filmem od tego samego reżysera…
O filmie - z serwisu Kinomaniaki.com - długi cytat:
Kolej Transsyberyjska prowadząca z Moskwy do Władywostoku to najdłuższy na świecie szlak stalowy, liczący sobie 9289 km długości. Trasa ta przecina aż osiem stref czasowych, wiedzie przez bezkresne obszary górskie, tajgi, stepy i tereny pustynne. Ponadto spotkać na niej można przedstawicieli dziesiątków zupełnie nieznanych Europejczykom i Amerykanom azjatyckich narodów. Nic więc dziwnego, że przejazd tą linią dla miłośników wszelkiego rodzaju egzotycznych podróży stanowi zawsze niezapomniane przeżycie. I to właśnie na jedno z takich niezapomnianych przeżyć liczyli bohaterowie najnowszego filmu znakomitego reżysera - Brada Andersona. Jednak pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością rozciąga się jeszcze dłuższy szlak, potocznie nazywany życiem…

