Dreszcze / Sorum (2001, Korea Południowa)
Przyzwyczailiśmy się, że horrory azjatyckie opierają się głównie na „efekcie dziewczynki z z mokrymi włosami” lub absurdalnych ilościach krwi i jatce jak z największych horrorów gore. Tymczasem Dreszcze to odstępstwo od tego schematu – i raczej jest to horror psychologiczny niż klasyczny. Horror? Może thriller psychologiczny będzie lepszym określeniem.
Ale to by było tyle plusów w moim odczuciu. Powoli budowany nastrój nie jest tak przerażający. Może ze względu na estetykę, która niczym się nie wyróżnia. Tego typu produkcje widzieliśmy już nie jeden raz w amerykańskim kinie. I samo zaadaptowanie ich przez Koreańczyków nie wnosi niczego nowego. Więc równie kiepski ten film byłby czy od amerykanów, czy tak jak tutaj od Azjatów.

Popioły czasu: Powrót (Ashes of time redux, 2008)
Stopklatka.pl
“Popioły czasu: Powrót” były pierwszym filmem zrealizowanym przez firmę produkcyjną Jet Tone Films, założoną przez dwóch reżyserów, Wonga Kar Waia i Jeffa Lau. Warunki z 1994 roku nie pozwoliły na szeroką dystrybucję filmu, który krążył w kilku wersjach, nie miał natomiast tej kanonicznej. Ponadto okazało się, że stworzenie po latach owej ostatecznej wersji filmu będzie wymagało kwerendy w różnych archiwach, bo oryginalny negatyw filmu nie nadawał się do użytku. Odnalezione materiały pozwoliły wreszcie nadać filmowi właściwy kształt.
Film Kar Waia ma formę kilku przeplatających się opowieści, snutych w rytm kolejnych okresów roku, wyszczególnianych w chińskim almanachu astrologicznym. Bohaterem łączącym wątki i postaci, jest Ouyang Feng. Kiedyś dla poszukiwania sławy opuścił ukochaną kobietę, a kiedy powrócił, by wreszcie ją poślubić, ona była zaręczona z jego bratem. Teraz Feng żyje na odludziu będąc kimś w rodzaju pośrednika między ludźmi potrzebującymi obrony czy chcącymi zemsty, a szermierzami, przemierzającymi kraj w poszukiwaniu pojedynków i zarobku. Feng ustala stawki i reklamuje swoich wojowników, dba też o ich image - na przykład gdy jednemu z nich kupuje buty, by otrzymać lepszą stawkę.

Tony Takitani
Po 4 latach od wydania w Japonii trafił do nas, wydany na DVD, film w reżyserii Jun Ichikawy - ekranizacja opowiadania Haruki Murakamiego pod tym samym tytułem. Niewątpliwie, gdyby nie ostatnia popularność książek Harukiego i regularne wydawanie go w Polsce, to film by do nas nie dotarł, jako zbyt egzotyczna produkcja, która mogłaby się nie przebić a co za tym nie sprzedać. Jednak wypływając na fali popularności Murakamiego film pokazał się u nas w sprzedaży, profesjonalnie udźwiękowiony, z polskim profesjonalnym lektorem dość dobrze dopasowanego do filmu, i jego klimatu. Więc postanowiłem po niego sięgnąć.
Sam film w skrócie można określić jako dziwny. Jest to opowieść, trochę senna, a na pewno spokojna i stonowana, o życiu chłopca, a potem mężczyzny - Takitaniego. Osoby przyzyczajone do amerykańskiego kina, a nawet te przyzyczajone do kina europejskiego na pewno poczują, że ten film jest inny. Sama inność jednak niekoniecznie musi być wyznacznikiem wysokiej jakości. Ja, patrząc przez pryzmat powieści i opowiadań Murakamiego, mogę powiedzieć, że dużo bardziej wolę czytać niż oglądać. Obraz w filmie jest narzuconą wizją reżysera. a to co sam stworzę w głowie czytając niekoniecznie musi się z tym pokrywac. Być może dużo bardziej byłbym zachwycony filmem, gdybym nie czytał. Wtedy jego inność i wizję reżysera wziąłbym bezkrytycznie za dobrą monetę.

Open City (Moobangbi Dosi)
Open City (Moobangbi Dosi) to erotyczny thriller sensacyjny produkcji południowokoreańskiej. Reżysera już poznaliśmy, bo Son Ye Jin stworzył takie filmy, jak A Moment to Remember czy April Snow. Tym razem dostajemy wyśmienite kino… akcji? O nie, nie do końca i nie głównie. Film, pomimo, że są tam sceny walk wręcz i wątek kryminalny, nie jest szablonowym kinem akcji w stylu amerykańskim. Film daje satysfakcję widzowi, bo nie traktuje go jak popcornowego ćwierćinteligenta wypranego z uczuć i pozbawionego rozumu. Open City opowiada o gangu kieszonkowców. To po krótce. Bo Open City to film o ludziach i relacjach międzyludzkich. W amerykańskim filmie akcji dostalibyśmy złych ciętych z szablonu “zły nr 17″ i dobrych oraz szlachetnych wyciętych z innego szablonu. Tymczasem w Open City, pomimo rozróżnienia dobrych i złych, zachowania bohaterów już nie są takie proste i oczywiste. Nasi bohaterowie nie są płascy i szablonowi - a wyraziści, dobrze nakreśleni, skrywający w sercach swoje - często tragiczne - historie z przeszłości. Ten cały, jak to się mówi, background rzutuje na ich zachowania. I dzięki temu sprawia, że film jest dobry. Jest dobry, bo pełny żywych ludzi, prawdziwych silnych uczuć.
Niestety w Polsce to chyba mało kto słyszał o tym filmie. Jakaś wzmianka znajduje się na Filmwebie. Kupić ani obejrzeć w kraju nie ma gdzie. Film można jedynie nabyć wysyłkowo np. w sklepie www.yesasia.com

Natural City
Mam mieszanie uczucia po obejrzeniu Natural City - z jednej strony dość przyzwoite kino SF, z drugiej dość wtórne. Z jednej strony ciekawy świat, doskonała scenografia, efektowne walki, z drugiej dość przeciętna fabuła (wiem, Matrix też nie miał bardzo skomplikowanej fabuły) i brak nowych pomysłów.
O filmie
Rok 2080. Rozwój technologii sprawił, że androidy wyręczają ludzi w każdej dziedzinie życia - począwszy od miłości na walce kończąc. By obdarzone sztuczną inteligencją humanoidalne maszyny nie wymknęły się spod kontroli, w ich kod genetyczny wbudowano specjalne zabezpieczenia. Każdy android ma trzyletni czas pracy po którym jego mózg degraduje się i rozpada. To zabezpieczenie staje się dramatem życiowym R - członka elitarnego oddziału policji ścigającego zbuntowane cyborgi. R zakochuje się bowiem w Ricie - “rozrywkowym” modelu kobiety-androida, której czas pracy niebawem się skończy…
