Nieuchwytny (Untraceable)
Nieuchwytny (Untraceable) to całkiem przyzwoity thriller. Może nie jest to jakaś rewelacja. Ale jest klimatyczny i dość dobrze zrobiony. Technicznie nawet bardzo dobrze - mamy klimatyczną muzykę. Mamy budujące nastrój ujęcia, trochę dużo padającego deszczu. Mamy w końcu fabułę z kolejnym człowiekiem, który ma za złe światu to czy owo i manifestuje to przez morderstwa. Ale czy aby na pewno możemy nazwać go mordercą? Niestety tego wątku nie podjęli twórcy filmu. Poszli na łatwiznę. Więc mamy dobrych i mamy złych. Dobrzy stają na głowie, żeby złapać złego. Sprawa nie podlega dyskusji. Dzięki czemu w fotelu nie targają nami nerwy. Wiemy jak to się wszystko skończy. I możemy oglądać nie angażując się zbytnio w całość. Nie musimy także obawiać się zbyt wielu zaskoczeń, zwrotów akcji. Reżyser prowadzi nas liniowo od początku do końca. Czy to dobrze? Czy źle? Z dwojga złego to chyba wole taką prostą narrację niż jakby miał to być nieskładny, niespójny thriller. A tak choć odrobinę naiwny, jest prawie wiarygodny. Czyli prawie dobrze. Tak dobrze na 6/10.
Bitwa o Irak (Battle for Haditha)
Zaczynam mieć dość takich filmów jak Bitwa o Irak (Battle for Haditha). Jakich? Fabularyzowanych dokumentów albo nie dokumentów o wojnie w Iraku, o Guantanamo, o terrorystach (wiem, temat modny ostatnio) i rozpatrywaniu moralności działań wojennych, pokazywania cierpień cywilów podczas wojny, niesprawiedliwości itp. Dlaczego mam dość? Bo to wszystko juź wiemy, już nam pokazano, nie ma za bardzo o czym dyskutować - wojna jest złą, wojna wyzwala nieludzkie zachowania, wojna to śmierć, zemsta, cierpienie, znów śmierć i tak dalej. Zamknięte koło.
Samemu filmowi od strony fabularnej jak i wizualnej nie mam niczego do zarzucenia. Historia prosta i prosto opowiedziana. W końcu po jednej stronie prości zamachowcy, po drugiej prości żołnierze. I jedni i drudzy nie do końca wiedzą o co walczą, dlaczego zabijają. Mają jeden cel - przeżyć to wszystko. Są i przesłania do widza - czytelne i proste (dla prostego widza
).
Nie biorąc pod uwagę moich niechęci opisanych na początku daje 7/10. Bo to jednak solidny film.
Zabójca (War)
Zabójca (War) to film z gatunku sensacja i akcja - zmagania Jeta Li i Jasona Stathama, dwóch twardych gości okłada się pięściami, strzela do siebie, pała żądzą zemsty i tak dalej. Potem w ruch ida jeszcze katany, więcej i więcej ludzi umiera od kul, upada z odciętym,i rękami. Ogólnie - rzeźnia w stylu Yakuzy. Walka dobrego i złego często jest tematem filmów sensacyjnych. Jakaś fabuła być musi. Ktoś z kimś walczyć musi, ktoś kogoś musi nielubić. Tym razem jest podobnie. Więc nic nowego, nic odkrywczego - śmierć przyjaciela, zemsta, poszukiwanie zabójcy - to wszystko napędza akcję. I tak właśnie trzeba patrzyć na ten film - prosty do bólu, dobrze zrealizowany film akcji. W przeciwnym wypadku ocena drastycznie się obniża…
Film ogląda się dobrze od początku. Niestety później widz rozczarowuje się załamaniem akcji. Niby rozwija się intryga, jednak to rozwijanie mogłoby być bardziej wciągające. Koło połowy uświadamiamy sobie, że nic się nie dzieje. Gdybym w tym momencie wyłączył film ominęłaby mnie jednak dobrze zrobiona końcówka.
Natural City
Mam mieszanie uczucia po obejrzeniu Natural City - z jednej strony dość przyzwoite kino SF, z drugiej dość wtórne. Z jednej strony ciekawy świat, doskonała scenografia, efektowne walki, z drugiej dość przeciętna fabuła (wiem, Matrix też nie miał bardzo skomplikowanej fabuły) i brak nowych pomysłów.
O filmie
Rok 2080. Rozwój technologii sprawił, że androidy wyręczają ludzi w każdej dziedzinie życia - począwszy od miłości na walce kończąc. By obdarzone sztuczną inteligencją humanoidalne maszyny nie wymknęły się spod kontroli, w ich kod genetyczny wbudowano specjalne zabezpieczenia. Każdy android ma trzyletni czas pracy po którym jego mózg degraduje się i rozpada. To zabezpieczenie staje się dramatem życiowym R - członka elitarnego oddziału policji ścigającego zbuntowane cyborgi. R zakochuje się bowiem w Ricie - “rozrywkowym” modelu kobiety-androida, której czas pracy niebawem się skończy…
Appleseed: Ex Machina
Appleseed Ex Machina to coś więcej niż zwykły animowany film. Ta animacja to doskonałe połączenie dynamicznego filmu akcji z możliwościami jakie dają współczesne komputery przy kreowaniu niezwykle realistycznego, pełnego szczegółów świata. Ta wybuchowa produkcja uderza w widza ze zdwojoną siłą od czasu ukazania się Appleseed (2004). Można powiedzieć, że duet John Woo i Shinji Aramaki postanowili rozłożyć widza na łopatki. I udało im się to!
Ex Machina ponownie przenosi widza na znany już Olympus. Do naszego duetu Deunan (człowiek) i Briareos (cyborg) dołącza Tereus (bioroid). Tym razem, to ciekawe trio stawi czoło nowym wyzwaniom. Cel to zneutralizować zagrożenie, jakie pojawi się nad Olympusem.
Droga bez powrotu 2 (Wrong Turn 2 - Dead end)
Droga bez powrotu 2 (Wrong Turn 2 - Dead end) to jak łatwo się domyślić kontynuacja Drogi bez powrotu - horror gore rozgrywający się w lasach Virginii. Druga część nie ma wiele wspólnego z poprzednią, pierwszą częścią. Owszem, podobny jest motyw - w lasach zamieszkują mutanci, zdeformowana rodzina kanibali, którzy to wykorzystują każdą okazję by upolować sobie coś na obiad. I tyle podobieństw. Niestety “dwójka” zatraciła klimat jedynki, gdzie najpierw powoli, wraz z bohaterami, odkrywaliśmy w jakim jesteśmy niebezpieczeństwie, a następnie film przeradzał się w soczyste, ociekające krwią gore. Był i klimat, i trochę napięcia, i wszystko się dobrze (a właściwie to bardzo źle) kończyło. Jedynka miała urok i dla zwolenników gore była smakowitym, choć niskobudżetowym, kąskiem.
Droga bez powrotu 2 pozbawiona jest tego wszystkiego, a przez to jest znacznie gorsza. Tym którzy w ogóle nie lubią gore stanowczo odradzam.
Poziom -2 (P2)
Poziom -2 (P2) to horror, który ominął nasze kina szerokim łukiem i wszedł od razu w wersji DVD. A szkoda. Szkoda, bo porównując go np. z wcześniejszym One Missed Call lepiejby się stało gdyby to P2 weszło do kin…
P2 to historia rozgrywająca się w podziemnym parkingu pewnego biurowca. W wigilijny, późny wieczór, gdy już prawie wszyscy poszli do domu, na poziomach parkingu odbywają się przerażające zmagania między demonicznym parkingowym, pracownikiem ochrony, a młodą i ambitną Angelą, która jako ostatnia postanowiła wyjść z pracy.
Nieodebrane połączenie (One missed call)
Nieodebrane połączenie (One missed call) to film, horror, na który nie warto wybierać się do kina. Niestety film, który w założeniu miał straszyć, nie straszy. Nie ma w nim odrobiny grozy, przerażenia. Aktorzy nieudolnie próbują odgrywać swoje role i też im to niezbyt wychodzi. Film jest banalnie prosty, fabuła naiwna, a całość trąci bylejakością. Niestety tak się kończą próby naśladownictwa i zapożyczania motywów skąd tylko można, wzorowanie się na czymś co już było. I ani to przerażający klimatyczny horror w stylu The Ring, ani to rozrywkowy horror jak “Krzyk” czy “Pokonać przeznaczenie”. Ot takie byle co…
Drapieżnik (The flock, USA, 2007)
Film Drapieżnik (The flock) z Richardem Gerem zaskoczył mnie całkowicie. Po pierwsze dlatego, że jakoś nie przepadam za Richardem, więc i nie wiązałem z filmem jakichś większych nadziei. Po drugie, że to miał być kolejny amerykański thriller - a te ostatnio przeżywają kryzys większy niż giełdy światowe. Tymczasem film ten to miłe zaskoczenie.
Richard Gere gra urzędnika, u nas się mówi, kuratora, który kontroluje swoich podopiecznych - wszelakiego rodzaju menty społeczne związane z przestępstwami na tle seksualnym. Jednak Errol Babbage ma swoje sposoby. Są one co prawda kontrowersyjne, ale skuteczne. Choć są także przyczyną jego kłopotów - w związku ze skargami przestępców zostaje zmuszony do odejścia. 18 dni przed opuszczeniem pracy dostaje do przeszkolenia swojego następcę. Tymczasem w okolicy ginie młoda dziewczyna. Zaczyna się poszukiwanie…
Film ma wyśmienity klimat, ilustrowany spokojnymi ujęciami brudnej, zepsutej ameryki. Nie ma tutaj sterylności, za to z każdego skrawka obrazu sączy się coś złego. Taki obraz, spokojny, nawet gdy w biegu, może się podobać. A mnie się podoba. Film nie jest dynamiczny, pomimo ostrych zrywów momentami. To i dobrze. Nie zmienia się w beznadziejne kino akcji czy film sensacyjny. Sprawy dzieją się powoli, spokojnie, napięcie narasta, a my wiemy, że zdążamy ku nieuchronnemu zakończeniu…
Film mogę polecić nie tylko widzom lubującym się w thrillerach (dla nich 8/10) ale wszystkim, którzy chcą zobaczyć (po raz kolejny) jaka brudna, brutalna, złowieszcza może być Ameryka…
8 części prawdy (Vantage point, USA, 2008)
8 części prawdy (Vantage point) to solidny thriller w amerykańskim stylu. Cechą wyróżniającą go jest niesamowity montaż i pokazanie historii z kilku punktów widzenia. Ten zabieg najwyraźniej tak spodobał się tłumaczowi, że stworzył koszmarny polski tytuł.
Ale wracając do filmu… Montaż i ujęcia oraz przedstawienie całej intrygi to najmocniejszy atut tego filmu, cała reszta niestety jest gorsza. Mamy tutaj epizodyczną rolę Sigourney Weaver. Tak troszkę ni przypiął, ni przyłatał. Nic by się nie stało, gdyby jej rolę odegrałą jakaś mniej znana aktorka. No ale wtedy na plakacie nie możnaby napisać: ” Sigourney Weaver”. Podobnie jest z epizodem w jaki został wpleciony Forest Whitaker. Właściwie nie odgrywa on żadnej znaczącej roli a jak na thriller i film akcji to wplatanie dziwnego wątku rodzinnego w całość jest trochę na siłę. Po za tym przez całe to zamieszanie z Whitakerem zakończenie jest takie, jakby nagle czas minął i należało film w tym momencie uciąć.
Sama fabuła jest fatalna. Zebrano tutaj wszystko co było już w innych filmach, zneutralizowano, wymieszano, zmiksowano i spróbowano ulepić od nowa. No i skutkiem jest całkowita miałkość fabularna. Do tego dodano super-hero w amerykańskim stylu, wiernego ochroniarza, który już raz uratował życie prezydenta i teraz, wróciwszy do służby, dokonuje nadludzkich wyczynów bez mrugnięcia okiem. Ot taki klon niezniszczalnego…
Film ogląda się przyjemnie o tyle, że nie wymaga od widza większego skupienia. Widz nie angażuje się w akcje, ani nie sympatyzuje z postaciami tam występującymi. Ot takie kino przeciętne, lekkie i przyjemne. Dlatego u mnie niska ocena - za brak “tego czegoś nieuchwytnego”.
Wszystko za życie (Into the wild)
Wszystko za życie (Into the wild) to filmowa opowieść o przygodzie życia, na jaką zdecydował się 22-letni dobrze zapowiadający się absolwent uniwersytetu. Co pchnęło Christophera McCandlessa do wyprawy w dzicz? Dlaczego zdecydował się opuścić cywilizację, porzucić społeczeństwo, by tułać się po Ameryce, pracować dorywczo i spać w kurzu i brudzie? Dla większości z nas sam pomysł takiej wyprawy to rzecz niepojęta. Wielu zakrzyknęłoby, że to największa głupota, marnowanie życia, że taka ucieczka nic nie da. Czy mają rację - dowiecie się w kinie. Niech każdy wyrobi sobie własną opinię na ten temat. Na temat - jak żyć własnym życiem.
W reżyserii Seana Penna dostajemy na prawdę wysmakowane kino - opowieść o prawdziwym życiu, przygodzie i śmierci!
Warto dodać, że Jon Krakauer, amerykański alpinista, pisarz i dziennikarz, zebrał w powieści (Into the wild, 1096)) przygody z podróży Chrostophera McCandlessa.
Oko (The Eye, USA 2008)
Oko - wersja amerykańska - to przeciętny horror w stylu azjatyckim. Wszystko w nim jest przeciętne. Gra aktorka jest przeciętna. Historia jest przeciętna, a do tego przeciętnie opowiedziana. Przeciętnie zarysowane są główne postacie. Efekty wizualne, zdjęcia i muzyka - także są przeciętne. A jak do tego dołożymy fakt, że jak na horror to film straszy bardzo przeciętnie, nie buduje atmosfery grozy, napięcia, zagadki, strachu - to tak jak napisałem dostajemy bardzo przeciętne kino, na które właściwie szkoda pieniędzy na bilet…
Ocena: przeciętna, tj. 6/10

