Generation Kill / Czas wojny (USA, mini serial)
Pewna historia amerykańskich żołnierzy podczas inwazji na Irak.
Generation Kill to miniserial produkcji amerykańskiej. Wydawałoby się, że temat wojny w Iraku jest już w kinie wyeksploatowany. Dlaczegoż więc warto zwrócić uwagę na Generation Kill? Bo jedno jest pewne – warto!
Gdy zacząłem oglądać pierwszy odcinek, miałem mieszane uczucia, przesunięte raczej w kierunku „o nie, ja tego nie będę oglądał, nudzi mnie”. Ale im dłużej oglądałam tym lepiej poznawałem żołnierzy, ich problemy i ich życie. Jednocześnie zaczęła mnie wciągać historia i zachwycać sposób pokazania współczesnej wojny od zaplecza. Tematem filmu bowiem nie jest ciągły atak i pokazywanie wojny jako ciągłych starć naszych bohaterów którzy bohatersko z uśmiechem pacyfikują kolejne stanowiska wroga. Wojna w tym filmie jest pusta – w przenośni i dosłownie. Utarczki z wrogami zdarzają się sporadycznie – to pierwsza pustka na tym pustkowiu. Bezsens wojny – to kolejna pustynia. A do tego wszędzie wkoło jest pustynie, więc jedyne co można robić to czekać, rozmawiać, reperować pojazdy, i słuchać przychodzących rozkazów. No i w czasie przejazdu konwoju podziwiać niczym na tropikalnym safari… to co wojna zostawia po sobie – śmierć, kalectwo, zniszczenie, biedę.
Ojczym / Stepfather (USA, 2009)
Lepszy perfekcyjny ojczym czy niezbyt idealny ojciec?
Ojczym to thriller rodzinny, ale nie kino familijne. Remake filmu z 1987 roku. Klasyczny thriller, powoli budujący napięcie, opowiada historię pewnej rodziny. Matka z dziećmi zostaje odrzucona przez męża. Zostawia ich, a niedługo potem pojawia się w jej życiu mężczyzna. Idealny, perfekcyjny, doskonały…
Film nie zachwyca, ale też nie odrzuca.
Moja ocena: 6/10
INNI O FILME:
Hitosfera.pl:
Reżyser takich seriali jak „Skazany na śmierć”, „CSI: Kryminalne zagadki Nowego Jorku”, czy „Ostry dyżur” ma za sobą kolejną bardzo dobrą produkcję filmową, która trzyma w napięciu. Film ukazał się na dużym ekranie już jakiś czas temu. Osobiście nie pamiętam kiedy oglądałam tak dobry thriller, który wywołałby we mnie burzę emocji. Do tej pory czuję smak tego co widziałam. Film jest nawiązaniem do oryginału z 1987 roku.
Zmierzch / Twilight (USA, 2009)
Romans z wampirem w wersji dla nastolatek.
Zmierzch (Twilight) to kino młodzieżowe, bez 2 zdań. I przeznaczone dla widza tak w okolicach do 16 lat. Wszystko w tym filmie jest typowe dla filmu młodzieżowego – fabuła (oparta na powieści, pewnie dlatego nie taka durna jak to się czasem zdarza), sposób narracji (spokojny, wręcz powolny, przypominający trochę Grzechy Niewinności), przewidywalność (wiemy właściwie co będzie i jak się skończy). Wszystko dobrane tak aby wycisnąć być może trochę łez i czasem lekko przestraszyć. Napisałbym nawet, ze to troszkę emo-film, bo jakoś przez cały czas miałem takie skojarzenia gdy widziałem wampiry-nastolatki, nawet podczas groźnych scen walki. Jednocześnie nie jest to film zły, eksploatowany na wszelkie strony temat wampirów we współczesnej Ameryce podany jest całkiem strawnie. Są nawet bardzo fajne sceny w filmie (szczególnie podobała mi się wampirza gra w bejsbol). Realizacja też bardzo klimatyczna – w mrocznych, wypranych z kolorów barwach. Ogólnie jako kino młodzieżowe, mogę ocenić dość wysoko – daję 7/10.
INNI O FILMIE:
Fighting (USA, 2009)
Przeciętny film. Nie znaczy to jednak, że zły.
Bo zrobiony dobrze, mimo ze na bajecznie prostym schemacie. Przewidywalny i z dość uproszczonymi postaciami. Troszkę naiwny. Takie lekkie “męskie” kino, zapatrzone chyba trochę w Fight Club, ale bez ambicji na bycie lepszym. Na szczęście bez zadęcia.
Fajna muza. Fajna sceneria brudnego zaplecza miasta. Mimo wszystko ciekawa menażeria postaci.
Gdybym miał oceniać dałbym mimo wszystko 6/10. No to daje…
2012 (USA 2009, katastroficzny)
Miałem wielką, nieprzepartą ochotę na obejrzenie lekkiego katastroficznego kina zrobionego z rozmachem. No to wybrałem się i obejrzałem. Gdyby nie moje nastawienie, to pewnie teraz bym pomstował. A tak, całkiem przyjemnie się oglądało. Prawie całkiem przyjemnie…
Całość banalna - zbliża się katastrofa. Nie mam pretensji dla Emmericha - przeciez to kino lekkie i dla masowego (amerykanskiego lub zamerykanizowanego) odbiorcy. Wiecpozim naukowy podstaw konca swiata pomine. Pomine tez milczeniem cala fabule krecaca sie wokol glownych bohaterow. Bo tutaj nie ma co pisac - musza byc standardowi bohaterowie filmow katastroficznych. W dobrym, amerykasnkim, patetycznym wymiarze.
Pierwsze pol godziny tego ponad 2 godzinnego filmu nic sie nie dzieje. Niby narastac ma napiecie, ale nie narasta. To nie Hitchcock. Racja. Ale trochę napięcia by sie przydało. Potem zaczyna się “katastrofa”. I znow poza wysmienitymi wielkiej skali efektami specjalnymi nie ma nic. Ktos ginie. Ktos cudem nie ginie. Ale przynajmniej zaczyna sie cos dziac. I juz do konca filmu nie jest tak zle. Tylko jakies ze dwie przerwy na drzemke i ziewanie. (więcej…)
